Testy łodzi
Bavaria Sport37 HT
Wydłużyć sezon
Włodek Kluczyński
Jachty z hardtopem pojawiły się stosunkowo niedawno i weszły do oferty większości liczących się stoczni jachtowych. Na podstawowej wersji Bavarii 37 HT montuje się ? zamiast kabrio opartego na spoilerze ? laminatową, sztywną nakładkę hardtopu.
Sylwetka jachtu staje się bardziej opływowa, trochę sportowa, kokpit lepiej doświetlony i wentylowany, a przede wszystkim bezpieczny. Od świata zewnętrznego oddzielają Cię szyby i skorupa nakładki, co pozwala przedłużyć sezon nawigacyjny w naszych warunkach. Choć wewnątrz jest ogrzewanie, to i tak w przestrzeni pod hardtopem umieszczono wyloty ciepłego powietrza. Obszycia kanap w kokpicie są z białego skaju, podłoga wyłożona tekiem. Pod sztywnym dachem kokpit zamienia się w górny salon. Nad głową mam otwierany dach, za sobą aneks koktajlowy z grillem, a po przekątnej podkowiastą kanapę dla gości. Z tyłu łóżko słoneczne, którego powierzchnię można powiększyć, przekładając odpowiednio oparcie tylnej kanapy. Pod nim znajduje się przykryta elektrycznie podnoszoną klapą komora silników.
Estetyka wnętrza
Zaskoczyła mnie przestronność wnętrza. Podkreślono ją jasnymi płaszczyznami pośród kontrastowych akcentów ładnej mahoniowej zabudowy. Pod zejściówką jest obszerna mesa, z której wchodzi się do kabiny dziobowej, łazienki oraz do zaskakująco dużej kabiny podkokpitowej. Mesa jest zabudowana w dobrym stylu, ale bez fajerwerków. Obszerne, jasne i wygodne kanapy w otoczeniu przyjemnej stolarki pokrytej matowym lakierem pozwalają wygodnie wypocząć załodze i jej gościom. Jest tu też wygodny spory aneks kuchenny: kuchnia elektryczno-spirytusowa uzupełniona kuchenką mikrofalową oraz lodówka z niewielkim zamrażalnikiem. W mesie znajduje się też aparatura muzyczna z radiem Blaupunkt San Diego MP 27. Prawdziwe wrażenie robi kabina rufowa. Umieszczono tu wygodną kanapkę oraz dwa równoległe szerokie łóżka z przejściem pomiędzy, które daje się wypełnić wkładką i zamienić w ogromny pojedynczy tapczan. Wszędzie jest mnóstwo szafek i schowków, a sufit i ściany są pokryte miękkim skajem. W jachcie jest pełna wysokość stania, nawet dla bardzo wysokich osób. Całość jest dobrze doświetlona okienkami i lukami wychodzącymi częściowo na zewnątrz, częściowo do kokpitu.
Czas na test
Zasiadłem wygodnie w fotelu sternika. Fotel typu kubełkowego ma regulację przód-tył, z której skorzystałem, podsuwając go do przodu tak, by moje nogi oparły się o podłogę, plecy o oparcie, a ręce spoczęły na kierownicy bez konieczności pochylania się. Kierownica z regulowaną odsadnią ma trzy położenia pozwalające dopasować pochylenie do przyjętej pozycji i upodobań. Konsola z włókna węglowego jest dość oszczędna w formie i mieści w sobie wskaźniki pracy obu silników oraz szereg przełączników. Centralne miejsce zajmuje panel Raymarine z ploterem, natomiast po prawej, w zasięgu ręki mam podwójną manetkę sterującą silnikami oraz regulację trymem układów przeniesienia napędu. Widoczność wskaźników, w tym również plotera, jest bardzo dobra. Z boku jest otwierana szyba pozwalającą na dopływ powietrza i kontakt z załogą podczas manewrów podejścia do kei.
Próby dynamiczne
Uruchamiam silniki. Pracują na biegu jałowym z prędkością 700 obr./min. Wrzucam bieg i ruszamy. Jacht zaczyna płynąć z minimalną prędkością 4,4 węzła. Sternik odczuwa hałas silnika na poziomie 66 db., a w salonie na dole słychać 62 db. Ponieważ mamy odczyt chwilowego zużycia paliwa, doznaję pełnego wstrząsu wynikiem potwierdzonym przez załogę firmową, że przy tej prędkości każdy z silników zużywa tylko po 1,3 litra oleju napędowego na godzinę! To nie jest pomyłka! Robi wrażenie. Przyśpieszamy gwałtownie ? wynik wejścia w ślizg to 8,4 sekundy. Minimalną prędkość ślizgu ustaliliśmy na 15 węzłów przy 2300 obr./min i głośności 81 db (sternik) i 76 db (mesa), a podróżną na 21,4 węzła przy 2600 obr./min i glośności 81 db i 79 db. Następnie ?rozkręciliśmy? jacht do 32,4 węzła przy 3500 obr./min i głośności 82 i 84 db. Jacht prowadzi się łatwo i precyzyjnie. W ślizgu łagodnie (bo to spora masa) reaguje na wychylenia kierownicy, pochylając się do wnętrza skrętu. Po odjęciu gazu równie łagodnie ?siada?. Widoczność z fotela mam doskonałą. Podobnie jest przy sterowaniu na stojąco. Jacht, mimo sporej szerokości, jest dość stabilny na fali.
Bavaria 33sport
Ślizgawka na Zatoce
Włodek Kluczyński
W piękny wietrzny dzień spotkaliśmy się z pracownikami firmy Armator Yachts Polska w Górkach Zachodnich, by przeprowadzić test dość dużego, jak na nasze porty, jachtu Bavaria 33.
Sportowe jachty tej marki występują w dwóch wersjach: Sport i Sport HT. Pierwszą kategorię, do której należy testowana przez nas Bavaria, charakteryzuje ostro położony do przodu spoiler, wychodzący z linii podcięcia rufy. Sport HT natomiast to tzw. hard top, czyli jacht ze sztywnym, rozsuwanym dachem. Niższe elementy kadłuba w obu wersjach właściwie się nie różnią.
Rzut oka na pokład
Jacht cechują zwartość i prostota kadłuba oraz łatwa identyfikacja marki w poszczególnych wielkościach. Długi, lekko opadający ku dziobowi przedni pokład, połączony prostą linią z kadłubem, nadaje Bavarii sportowy charakter. Składa się on z nieco podniesionej części środkowej, będącej sklepieniem kabin, i płaskiego półpokładu, pokrytego klepką tekową. Całość otoczona jest stalowym relingiem. Jest tu też kotwica pługowa zamocowana na wysięgniku. Półpokład biegnie w kierunku rufy i tam, po schodkach, schodzi się do kokpitu i na platformę rufową.
Kokpit
W przedniej części kokpitu po prawej stronie znajduje się stanowisko sternika łodzi. Szeroki fotel umieszczono na podwyższeniu, które jest jednocześnie sufitem kabiny. Fotel ma regulację tylko przód ? tył. Uwagę zwraca bardzo solidnie wyglądająca, prosta, symetryczna konsola. Okrągłe wskaźniki zegarowe (prędkościomierz oraz podwójne zestawy kontroli obu silników: obrotomierze, wskaźniki ciśnienia, temperatury i ładowania) w chromowanych ramkach umieszczono na węglopodobnym tle maskownicy zlokalizowanej wewnątrz białej laminatowej kształtki stanowiska. Niżej mamsz sterowanie boowrasterem, klapami i szperaczem.
Po prawej stronie kierownicy projektant ustawił podwójną chromowaną manetkę, przekazującą elektrycznie impulsy zmiany ustawień silników. Za nią konsola przechodzi w podłokietnik, pozwalający wygodnie oprzeć rękę sterującą manetką. Między zegarami i kierownicą jest umieszczony panel GPS Raymarine z ploterem map. Obok kierownicy znajdują się włączniki pomp, świateł nawigacyjnych oraz stacyjka i uchwyt UKF-ki. Szyba jest oprawiona w stal nierdzewną i dokładnie osłania załogę od wiatru. Całości tego elementu dopełniają funkcjonalne wycieraczki. Za fotelem sternika umieszczono niewielki aneks z umywalką i miejscem na kuchenkę lub np. kostkarkę do lodu. Na drugiej burcie umiejscowiona jest wygodna kanapa w kształcie litery "L" dla kilku osób. Między nią a tylną kanapą stoi plastykowy stolik. Podniesienie elektrycznym napędem klapy komory silnika ukazuje nam dwa silniki Volvo Penta 4,3 Gxi z przekładniami DPS-Duopropeler o mocy 168 kW /225 KM/. Do każdego z nich jest doskonały dostęp. Na klapie zamontowano kanapę, której tylna część tworzy łóżko słoneczne, pod którym znajduje się schowek na sprzęt ratunkowy. Między kanapą i prawą burtą jest przejście z platformy rufowej do kokpitu, zamykane stalowymi drzwiczkami.
W spoilerze zamocowano światła pokładowe, światło topowe, a obok niego sygnał dźwiękowy, szperacz i anteny. Po obu stronach zainstalowane są też głośniki.
Przejdźmy do wnętrza
Mimo że jest to jacht sportowy, posiada wszelkie wygody, jak np. cruiser. Ma on salonik z aneksem kuchennym oraz dwie osobne kabiny sypialne. Do tego oczywiście łazienka z prysznicem. Wystrój wnętrza jest dość charakterystyczny dla wszystkich jachtów tej marki. Na tle jasnych płaszczyzn laminatu szkutnik umieścił drewniane meble z mahoniowymi okleinami. W meble wmontowane są elementy wyposażenia i sterowania jachtową elektryką i elektroniką. Podłogę wyłożono sklejką pokrytą mahoniowo- sosnową przekładką. W dzień kabiny oświetlane są bocznymi owalnymi lukami okiennymi, górnymi skylightami w kształcie półkoli (mesa i kabina podkokpitowa) i okrągłym pośrodku (kabina dziobowa). Wieczorem natomiast lampkami halogenowymi.
W mesie główne miejsce zajmuje kanapa, przed którą znajduje się owalny, drewniany, lakierowany stół z inkrustacją logo firmy pośrodku. Po prawej stronie umieszczono wejście do dość tradycyjnie zabudowanej łazienki jachtowej i aneks kuchenny, zawierający mikrofalę, kuchenkę spirytusowo- elektryczną i zlewozmywak. Przy zejściówce jest wejście do kabiny podkokpitowej, w której mieszczą się dwa tapczaniki i kanapka, a po przeciwnej stronie mesy ? wejście do kabiny dziobowej z dużą trójkątną koją pośrodku.
Próby dynamiczne
Dzień był wietrzny, siła wiatru ok. 4°B z północnego zachodu, a zatoka pokryta bardzo krótką i stromą falą, której na ogół nie lubią jachty motorowe, a szczególnie te ślizgowe. Po rozgrzaniu silników skierowaliśmy się ku wyjściu na Zatokę Gdańską. Już z daleka widać było falę przyboju w główkach. Pierwsze wrażenie było nijakie. Kiwało nami na wszystkie strony. Żadna przyjemność. Przyśpieszyliśmy. Jacht nabrał dynamiki, rozbijając fale i wzbijając chwilami pióropusze bryzgów. Gdy odpłynęliśmy na bezpieczną odległość od brzegu, ostrożnie dodaliśmy gazu. Jacht bez wysiłku wszedł w ślizg, uderzając przy przełamaniu płasko dnem w falę, by po chwili przejść ku poziomowi i zacząć rozbijać ją miękko dziobem. Jazda stała się przyjemniejsza i ciekawsza. Przeszedłem do łagodnych skrętów. Szło bardzo dobrze. Jacht pewnie trzymał się skrętu, nie tracąc prędkości, co świadczy o wystarczającej mocy silników. Przyjąłem kurs z wiatrem i falą. To dla łodzi ślizgowych przeważnie ciężka próba sterowności i dzielności. Wyprzedzając falę i spadając z niej, wzbijaliśmy gejzery wody na boki, ale zachowanie szybko płynącej łodzi było bez zarzutu. Nie dawała się zbić z kursu. Pływaliśmy oczywiście z rozpiętym kabrio, więc woda w niczym nam nie dokuczała.
Przystąpiliśmy do pomiarów
Ze względu na warunki wykonaliśmy próbę prędkości maksymalnej tylko z wiatrem i falą. Prędkość ślizgową jacht osiągnął w 11,2 sekundy. Nasz GPS wskazał 54,1 km/h. Pod wiatr w ślizgu w miarę komfortowo płynęło się przy prędkości 37 km/h. Prędkość spacerowa to 5 do 5,5 km/h przy 600 obr./min.
Hałasu nie mierzyliśmy, ale był wysoki. Na pracę silników nakładały się dźwięki pracującego na fali kadłuba oraz szum wiatru i morza. W kabinie było głośno od uderzeń o fale i hałasu silników. Gdy usiadłem, to moje siedzenie z tym drugim traciło chwilami kontakt. W czasie ślizgu w tych warunkach lepiej jest przebywać na zewnątrz. Wróciliśmy do portu. Manewry portowe tym jachtem nie sprawiają żadnej trudności, bo nie dość że mamy do dyspozycji dwa niezależne silniki, to jeszcze ster dziobowy. Teraz trochę o ergonomii Widoczność z fotela była znakomita. Lepsza niż w testowanej wcześniej Bavarii 27. Widoczność wskaźników zegarowych również doskonała. Dopiero spojrzenie na ploter wymaga odpowiedniego wychylenia się w jego kierunku. Siedzi się bardzo wygodnie w fotelu, który ma tylko regulację przesuwną, ale w zupełności wystarczającą. Manetkę umieszczono na płaszczyźnie pozwalającej wygodnie podeprzeć łokieć. Szkoda tylko, że jest ona nieco za bardzo wysunięta do przodu. Przez to kontrola wyższych prędkości, gdy dźwignia jest przesunięta do przodu, jest utrudniona, zwłaszcza przy dużej prędkości i na fali. Łatwiej jest w pozycji stojącej, ale bez bimini, które zasłania widoczność ponad szybą. W pozycji siedzącej stopy sternika mają solidne oparcie na metalowym wsporniku. Regulacja kierownicy daje wygodę sterowania w drugiej i trzeciej pozycji. Brakuje natomiast półeczki lub schowka na podręczne drobiazgi.
Bavaria 27sport z silnikiem D4-260EVC/DPH
Test łodzi Bavaria 27sport
Opis łodzi / jachtu: |
|
|
Poważny obcokrajowiec Bavaria 27sport Obecność stoczni Bavaria Yachts wnosi na nasz rynek powiew świeżości. Jej łodzie mają zupełnie inną specyfikę od popularnych nad Wisła jednostek amerykańskich. Modelowi 27sport bliżej do jachtu motorowego niż do cruisera. Przykuwa uwagę ładnymi kształtami kadłuba z górującym nad nim spoilerem i szerokością blisko 3 m. Lubię szerokie łodzie, mają lepszą kubaturę i zapewniają większy komfort na pokładzie. W przypadku Bavarii wiąże się to z jeszcze jednym udogodnieniem - półpokładami, po których wygodnie i z klasą, a nie na kolanach, dostaniemy się z dziobu do kokpitu. Dużym atutem 27sport jest też dzielony kosz dziobowy, z wolnym przejściem pośrodku - i znów nie trzeba skakać przez wysoki reling na keję. W kabinie jak w kokpicie - praktycznie i wygodnie. Wysokość 1,82 m w połączeniu z dużą szerokością sprawia, że bez kłopotów można w niej zamieszkać w cztery osoby. Mahoniowe meble z licznymi szafami i innymi schowkami pomieszczą bagaż i mnóstwo szpargałów, które po zaształowaniu najpewniej odnajdziemy dopiero podczas jesiennych porządków. Funkcjonalność widać też w sterówce. To, co mnie ucieszyło najbardziej, to metalowa manetka Volvo Penta. Jest niezwykle precyzyjna i daje poczucie pełnej kontroli nad 8,95-metrową łodzią. Bavaria wchodzi w ślizg w zaledwie 5,2 s, a nie zapominajmy, że waży blisko cztery tony, które napędza jeden 260-konny diesel Volvo Penta D3-260. Przy czym robi to tak płynnie, że trudno jest dostrzec moment, w którym wynurza rufę z wody. To dobra cecha, dzięki temu nie musimy długo kotłować wody za sobą. Równie szybko łódź rozpędza się do prędkości maksymalnej, co zawdzięcza wysokiemu momentowi obrotowemu diesla. 31,1 węzła ( 58 km/h) uzyskaliśmy po 18,2 s, a potem udało nam się ją jeszcze "rozbujać" do 32,2 węzła ( 59,7 km/h). Testowali: Tekst, fot.: Patryk Kazanecki Fot.: Dariusz Kazanecki Skrót testu, który w całości opublikowany jest w aktualnym Przeglądzie Motorowodnym 3/2007. |
|











